niedziela, 9 lutego 2014

Nerza fanfiction (one-shot nr 9)

Hej~ Wróciłam z kontynuacją Nerzy! Jakby ktoś nie wiedział, o co chodzi, to po prostu daję tutaj całego one-shota, a jak ktoś już wcześniej czytał, to przepraszam... Ale to w końcu było dawno, więc takie małe przypomnienie ;D Nie trzymam już was i zapraszam do czytania~!

Posiadaczka pięknych, szkarłatnych włosów, opierała się o żółtą ścianę słuchając swojej ulubionej piosenki. Fioletowy kabelek od słuchawek świetnie komponował się z jej fiołkową obudową na komórkę. Czekała na swoją przyjaciółkę przed salą lekcyjną. Wyglądała na grzeczną, mądrą dziewczynkę, która poświęca swoje życie nauce, aby wygrać jakąś olimpiadę krajową. Chodziła do przeciętnej szkoły bez mundurków, lecz ona zawsze nosiła białą koszulę i spódnicę, której kolor zależał od jej nastroju. Piosenka dobiegała końca, kiedy zamyślona młoda dama zauważyła swoją przyjaciółkę biegnącą w jej stronę.
Blond włosy uczesane w dwa kucyki z tyłu głowy, duże, brązowe oczy, długa, cienka, jasno niebieska bluza, skórzany pasek oraz jeans'owe rurki - tak, to na pewno ona.
-Erza~! Już jestem! -krzyknęła wyżej wymieniona
-Cześć...
-Co takie chłodne powitanie dzisiaj?
-A jakoś tak...
Szkarłatnowłosa nie miała ochoty na rozmowy. Często była sama, a samotność uważała za przyjaciela. Blondynkę uważała za jedyną przyjaciółkę. Znała ją od piaskownicy, kiedy to plastikowa łopatka złamała się Erzie, a Lucy pożyczyła jej swoją. Tak właśnie zaczęła się ich przyjaźń.
-Nee~, Erza, co my teraz mamy? -zapytała Heartfilia
-Matematykę.
Obie weszły do klasy, siadając jak zwykle koło siebie. Lekcja szybko minęła, a że na dworze było ciepło, przeszły się do parku. Powoli maszerowały przez wydeptaną drogę pomiędzy drzewami, rozmawiając. W pewnym momencie rozpadało się, więc musiały wrócić do domu.

***

Tydzień później do klasy Erzy i Lucy, doszedł pewien chłopak. Pewnie Scarlet nie zwróciła by na niego uwagi, gdyby nie to, że miał różowe włosy. W szkole nie było zakazu mieć kolorowych włosów, ale jako jedyna w szkole takie miała. Znaczy, do teraz...
Był średniego wzrostu, potargane różowe włosy, niebieski t-shirt z czerwonym napisem i czarne rurki. Bardzo zaciekawił sobą szkarłatnowłosą. Przez pół lekcji wgapiała się w niego, jak głupia. Nie wiedziała, co się jej stało. Jednak kiedy on się w pewnym momencie odwrócił, poczuła jak jej serce szybciej bije. Poczuła że policzki jej płoną, przez co chciała się szybko odwrócić, ale zanim to zrobiła, różowowłosy promienisto się do niej uśmiechnął. Serce zaczęło przyspieszać, a policzki robić coraz bardziej czerwone. Czuła że zaraz wybuchnie... Wstała, po czym wybiegła z klasy. Pobiegła prosto do toalety, gdzie stanęła przed lustrem. Pięścią uderzyła o białe, śliskie kafelki. Z oczu zaczęły spływać jej łzy. 'Co mi się dzieje?' -zapytała samą siebie. Szybko sięgnęła po szary papier toaletowy aby wytrzeć łzy. Wyjęła pomadkę i pomalował usta. Po pięciu minutach, wyglądała jakby ni się nie stało. Wtedy poczuła czyjąś obecność za sobą. Była to osoba którą najmniej miała teraz ochotę zobaczyć. Stał za nią właśnie ten chłopak, przez którego chwilę temu jeszcze płakała. Podszedł do niej, kładąc dłoń na jej ramieniu.
-Wszystko w porządku? -zapytał, wpatrująć się w jej twarz.
-Yyy... t-tak...
-Na pewno? Tak nagle wybiegłaś z klasy, po tym jak się do ciebie uśmiechnąłem...
'Muszę być silna, nie dam po sobie nic poznać'
Odwróciła się w jego stronę, ze sztucznym uśmiechem na twarzy.
-Już w porządku.
-Czy mój uśmiech był aż tak odrażający? -zapytał, pokazując swoje zęby.
-Nie, to nie dlatego... Po prosu p-przypomniało mi się coś smutnego.
-Ach, rozumiem. Wróćmy już do klasy, bo nauczyciel się martwi.
-Ok.
Scarlet powoli podążyła za chłopakiem. Czemu tak dziwnie czuła się w jego obecności? Czemu zaczęła płakać kiedy go zobaczyła? Czemu tak bardzo jej kogoś przypominał?
-A właściwie, to jestem Natsu.
-Erza Scarlet. Miło mi.
Wkroczyli do sali, siadając na swoich miejscach. Lekcja trwała jak wcześniej, tyle że teraz to Natsu przyglądywał się dziewczynie...

***

Różowo-włosy siedział na ławce, tuż obok swojego nowego kumpla. On coś do niego mówił, ale Natsu w myślach był zupełnie gdzie indziej. Myślał, czemu przy Erzie czuł się jak nigdy wcześniej. Czemu przed nim uciekała? Czemu płakała po ujrzeniu jego uśmiechu? Takimi pytaniami się zasypywał. Nie mógł się skupić na niczym, pożerała całą jego uwagę. Ledwo się przeprowadził, a już wiedział że będą kłopoty... W dzieciństwie miał dużo "przyjaciół" w czym większość z nich zadawało się z nim tylko dla korzyszci. W gimnazjum totalnie odciął sie od wszystkich, nie mając zadnych przyjaciół. Potem się nad nim znęcali, więc często zmieniał szkołę. Miał także problemy rodzinne, chociarzby jego brat, któremu wszystko się udawało i był pupilkiem wszystkich. Natsu bardzo cierpiał, ale nadal potrafił się szeroko i szczerze uśmiechnąć. Wyglądał na bezproblemowego gościa, który cieszy się życiem, a w środku to cichy, smutny, cierpiący chłopiec, bez dzieciństwa.
Natsu wstał z ławki, zostawiając swojego towarzysza. Powiedział, że idzie po coś. Szedł przed siebie, myśląc jak dużo problemów będzie miał w tej szkole. Wyjął swoje słuchawki, po czym wsadził do uszu, wcześniej podłączając kabelek do wtyczki w komórce. Puścił pierwszą piosenkę na liście z muzyką. Pierwsza była jego ulubiona. W ten sposób łatwo mu była ją znaleść. Wyszedł z budynku szkoły i skierował się w stronę pobliskiego parku. Lubił tam chodzić, mimo że mieszkał w tej miejscowości dopiero 5 dni. Nie chciał wracać do domu, gdzie miał na niego czekać ojciec. Nie miał z nim najlepszego kontaktu. Z mamą już było lepiej. Ale i tak nie chciał wracać. Usiadł na ławce, przed dużym dębem, wpatrując się w niego. W tedy poczuł na sobie kroplę wody. podniósł głowę do góry, patrząc na niebo. Było pełne ciemnoszarych chmur, które pędziły popychane przez wiatr. Padało coraz mocniej, kiedy różowowłosy zauważył drobną osóbkę biegnącą przez park. Wstał i podbiegł do niej. Wtedy ją rozpoznał: to musiała być ona. Tylko ona wywoływała u niego takie uczucia.
-E-Erza? -zapytał nieśmiało
-Natsu? Co ty tu robisz?
-Ja byłem w parku, kiedy zaczęło padać, ale...
-Tutaj burze szybko nie mijają! Masz daleko do domu?
-Tak, ale chyba pójdę jeszcze gdzieś. -powiedział, odwracając się od niej, kiedy poczół jej drobną dłoń na jego przedramieniu.
-Masz coś do załatwienia? -powiedziała troskliwym głosem.
-Nie, po prostu nie chce wracać do domu.
Chwilę trwała cisza, aż w końcu Scarlet ją przerwała, dość cichymi słowami:
-W takim razie ch-chodź do mnie...

***
Natsu powoli szedł przed siebie. Był oddalony ode mnie jakieś 5 metrów. Mimo, iż szliśmy do mojego domu, to on prowadził. Wydało mi się dziwne, że idziemy właśnie do mnie, ale kiedy zdałam sobie sprawę, że moje ubrania zaczynają przemiękać, zaczęłam biec. Dragneel pobiegł tuż za mną. Szczęśliwie dobiegliśmy do mojego domu. Wyjęłam klucze i otworzyłam zamek. Trochę się denerwowałam, nie wiedząc czemu. Wpuściłam różowowłosego do środka, po czym sama weszłam.
- Dziękuję... - wyszeptał, jakby speszony.
Uśmiechnęłam się do siebie...

***

Zapomnieliśmy o strachu i zażenowaniu. Zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i o niczym. Rozmawiając z Dragneelem czułam, jakbym rozmawiała z przyjacielem z dzieciństwa, a  może nawet z kimś ważniejszym. Już dawno przestało padać, ale i tak siedzieliśmy u mnie. Za dobrze nam się rozmawiało. Również w zachowaniu chłopaka wyczułam coś, co mówiło mi, że nie chce wracać do domu. Nie wiedziałam czemu. Na początku nie chciałam go o to wypytywać, ale zaczęła mnie zrzerać ciekawość i w końcu zapytałam:
- Natsu, a ty... nie chcesz wracać do siebie?
Po moim pytaniu nastąpiła kilku minutowa cisza. Różowowłosy wpatrywał się w moją szafkę, unikając mojego wzroku.
- To nie tak... Po prostu... Znaczy, jak przeszkadzam, to mogę już iść! - krzyknął, po czym wstał, kierując się do drzwi.
Złapałam go za nadgarstek, aby go zatrzymać. Emocje brały górę nad rozsądkiem. Czułam, że gdzieś już go widziałam. Byłam tego pewna, a zarazem nie. Jego różowe włosy się wyróżniały, na pewno bym je zapamiętała...
Trzymałam go tak chwilę, aż w końcu zdecydowałam, że powiem mu o wszystkim, co mnie nurtuje.
- Słuchaj... Chodzi o to, że jestem pewna, że gdzieś cię już widziałam. Kiedy jesteś blisko mnie, czuję się dziwnie. Mam ochotę skoczyć ci w ramiona, ale również wypytać, kim jesteś. To tak, jakbyśmy się już gdzieś spotkali... Możliwe, że mi kogoś przypominasz, ale... - nie dokończyłam zdania, ponieważ Dragneel podniósł mnie za ręke i przytulił mocno do siebie. Czuć było, że w tym uścisku chce mi przekazać wszystkie swoje uczucia.
- Ja mam inaczej. Po prostu mnie zaciekawiłaś. Wszystkim. Twoją odmienną urodą, pięknymi włosami, ciekawym charakterem, innym podejściem do życia... Chciałbym wiedzieć o czym myślisz i mieć cię tylko dla siebie. - po tym wyznaniu, pociągnął mnie jeszcze bliżej do siebie i złączył nasze usta w ciepłym i delikatnym pocałunku. Z tych emocji nie zamknęłam oczu, czego teraz trochę żałuję. Czuć było, że jestem kimś ważnym dla Natsu. Stwierdził, że jestem ciekawa, ale przecież niczym się nie wyróżniam...
Niechcący zerwałam pocałunek,aby coś powiedzieć, na co chłopak zareagował grymasem.
- A-ale... Przecież ja się niczym nie wyróżniam...
Na moje słowa, zareagował lekkim uśmiechem. Od razu rozpoznałam, że jest to inny uśmiech, niż ten, który pokazywał wszystkim. Nie był to uśmiech "Jestem szczęśliwym chłopcem, więc nie pytaj co u mnie". To było raczej "Kocham cię, taką jaka jesteś". Policzki zrobiły mi się czerwone i gorące, a ręce zaczęły pocić.
- Wyróżniasz się... - wyszeptał mi prosto do ucha.
Przeszedł mnie dreszcz. Wiedziałam, że nasza wspólna droga nie będzie łatwa, ale wierzyłam, że rezultaty będą owocne. I nie myliłam się. Natsu jest najukochańszą osobą na tym świecie.

***

Epilog:
Tydzień po oświadczynach mojego chłopaka, stwierdziliśmy, że czas, abym poznała jego rodzinę. Wspomniał mi kiedyś, że z ojcem nie ma najlepszych kontaktów, więc najpierw odwiedzimy matkę i jego brata. Mówił mi kiedyś, że jest strasznym pupilkiem i wszyscy go uwielbiają. Bałam się tego spotkania, ale wreszcie nadszedł czas i przyszliśmy do domu Dragneelów.
- Dzień dobry... - powiedziałam, przekraczając próg domu.
Wtedy ukazał się on - brat Natsu. Wyglądał bardzo podobnie do niego, a jednak inaczej. Był trochę niższy, miał taką samą fryzurę, ale inny kolor włosów. I wtedy mnie olśniło. Natsu mi kogoś przypominał, ale nie mogłam sobie przypomnieć kogo. Ale teraz już wiem - jego brata. Chodziliśmy razem do podstawówki przez trzy lata, potem się przeniósł. W dodatku była to moja pierwsza "miłość" jeśli tak można nazwać uczucia 7 latki do innego 7 latka. Nie pamiętałam go za dobrze, bo to w końcu było dawno, ale kiedy go zobaczyłam, od razu go rozpoznałam. Gdyby mój chłopak miał niebieskie włosy, jak jego brat, to możliwe, że bym od razu wiedziała, kogo mi przypomina.
Więc kiedy tylko ujrzałam jego brata, zalały mnie rozmaite uczucia, ale najbardziej radość. Zaczęłam się śmiać. Kto by pomyślał, że uczucia z podstawówki tak bardzo wpłyną



~Er-chan ♥

sobota, 1 lutego 2014

Fanfiction nr 3 cz 8

Natsu biegł ile sił w nogach. Mimo, iż było wcześnie, chciał przyjść przed czasem. Czuł, że dzisiaj sie coś stanie. I los się do niego uśmiechnął. Przed szkołą stała ta wyróżniająca się z tłumu blondynka i to w dodatku sama. Nie zastanawiając sie dwa razy, Dragneel podszedł do niej. Stanął tuż przed nią,  patrząc w jej wyjątkowe oczy.
-Hej, chciałbym porozmaiwać!
Lucy się zdziwiła. Była pewna, że po tym co zrobiła chłopkowi, on się już do niej nie odezwie.
-D-dobrze...
Różowowłosy wziął ją za ręke i pociągnął. Szli dość szybkim krokiem przed siebie. Lucy wpatrywała się w zbrabnie wiejące na wietrze różowe kosmyki. Była zadziwiona. Nigdy aż tak nie przywiązywała do Natsu wagi. Nigdy nie był dla niej kimś ważnym. Więc co się stało?
-A-ale gdzie idziemy?
Chłopak się nagle zatrzymał. Popatrzył na jej śliczną twarz w pięknym, porannym świetle. Czuł, że serce zaczyna mu szybciej bić.
-Przed siebie. - chłopak się promiennie uśmiechnął.
Nawet nie wiedział, że tym gestem oczarował dziewczynę. Zaufała mu całkowicie.
Szli trochę wolniej przez park. Żwir wydawał specyficzny, lecz przyjemny dźwięk pod butami obojga. Nagle chłopak się zatrzymał i odwrócił w stronę dziewczyny. Ta, zdziwiona, popatrzyła głęboko w jego lśniące i tajemnicze oczy.
-Chciałem Ci po prostu powiedzieć... Że cię kocham i nigdy nie przestanę.
Blond włosy zawiały w lewą stronę, a na dziewczynę spadło kilka płatków drzewa wiśni. Jej spódnica lekko się podwiała, a ona stała wpatrzona w niego jak w obrazek.

Dodaję już kolejny wpis, ponieważ tamten był dość krótki i akurat mam czas. Cieszę się rówież, że coraz więcej osób obserwuje <3 Dziękuje +przepraszam za wszelakie błędy, oczy mi się zamykają i nie mam najlepszych warunków :c

~Er-chan

czwartek, 26 grudnia 2013

NaLu Special (one-shot nr 8) cz.1

Blondynka szybkim krokiem szła przed siebie. Tak bardzo chciała zdążyć. Była umówiona ze swoim chłopakiem. Chodziła z nim od miesiąca, a była w nim bardzo zakochana. Tak bardzo go lubiła. Czuła się przy nim wyjątkowo bezpiecznie.
Skręciła w ciemniejszą ulicę która prowadziła do jego domu. Jego rodziców nie było w domu, przynajmniej tak napisał w wiadomości. Dziewczyna była rozradowana, że mogła go zobaczyć. Uzależniła się od niego, nie będąc nawet tego świadoma.

***

-Lucy-san~!
-Tak? -odpowiedziała miło blondynka, do niebiesko-włosej.
-Mam problem z matematyką. W ogóle nie rozumiem tego wzoru na równania. Wytłumaczyłabyś mi to? -zapytała młodsza dziewczynka.
-Oczywiście Wendy. Chodźmy do sali matematycznej, tam będzie spokój i postaram ci się wszystko wytłumaczyć.
Heartfilia razem z młodszą koleżanką poszły schodami na górę. Z dołu obserwowały je dwie dziewczyny. Ich wzrok był przepełniony nienawiścią.
-Widziałaś ją? -powiedziała pierwsza z pogardą.
-No. Ale idiotka. Co ona sobie myśli?
-Ma chłopaka, jest taka miła i przyjemna, każdemu pomaga, nauczyciele ją uwielbiają i jeszcze jest bogata. No i oczywiście stopnie ma świetne i jest lubiana. -powiedziała, prychając pierwsza.
-Ale za to my jesteśmy takie śliczne! -piskneła ta druga, po czym obie zaczęły chichotać i uciekły do toalety poprawić kreskę na oku.
W tym czasie Lucy i Wendy zdążyły już wejść do sali i zacząć robić zadanie. Młodsza była bardzo skupiona, starsza chodziła po klasie, prawie jak nauczycielka. W pewnym momencie, podniosła głowę z nad zadania i zapytała nieśmiało:
-Lucy-san... Bo ty jesteś taka ładna i lubiana! I masz takie dobre oceny. Jak ty to robisz? Ja mam tylko kilku przyjaciół i ocen też nie mam najlepszych...
Brązowooka popatrzyła na zadającą pytanie ze zdziwieniem.
-C-co? Ja?
-Oczywiście, że ty.
-Przestań. Oceny mam dobre, bo w miarę to rozumiem, ładna nie jestem - jestem jak każdy inny, a i tak w szkole jest tyle ładniejszych dziewczynek ode mnie! A lubiana jestem chyba dlatego, że jestem śmiała... -szepnęła, lekko się zaczerwieniając.
-I jeszcze taka skromna~ -dodała dziewczynka.
Obie zaczęły się śmiać, po czym Lucy wróciła do tłumaczenia zadania.

***

Wszystko było takie perfekcyjne. Lucy, mała skromna dziewczynka, po długich latach nauki i douczania się, wreszcie w liceum jest w stanie nadążać z materiałem. I wychodzą jej dobre oceny. Z dnia na dzień po prostu w oczach chłopców stała się atrakcyjniejsza, nie robiąc nic specjalnego. Wreszcie pokonała swoją nieśmiałość i stała się lubiana, przez co znalazła idealnego chłopaka. W dodatku jej rodzice mieli dobrą pracę i pieniędzy nie brakowało. Czy mogło być piękniej?
Dziewczyna poszła ze swoimi przyjaciółkami ze szkoły do kawiarni. Była taka szczęśliwa. Dziewczyny weszły do kawiarni i usiadły na sofach. Kelnerka podeszła i rozdała im karty menu. Każda wybrała średnią kawę i już chciały zamówić, kiedy nagle średniej wysokości niebiesko-włosa dziewczyna krzyknęła:
-O nie! Zapomniałam portfela! -krzyknęła, wstając z siedzenia.
Lucy popatrzyła na swoją koleżankę.
-Nie martw się kochana. -powiedziała spokojnie. -Ja wzięłam więcej niż planowałam. Postawię wam wszystkim dużą kawę z ciastkiem!
Jej słowa wywołały uśmiech na twarzach dziewczyn. Siedziały i piły kawę ponad dwie godziny, rozmawiając o szkole i ubraniach. Spędziły świetny czas razem... Ale gdyby Heartfilia wiedziała, o czym tak naprawdę myślały wtedy jej przyjaciółki, to pewnie by się załamała...

***

Mijały dni. Nic specjalnego się nie działo. Lucy chodziła do kawiarni z koleżankami z klasy i razem piły kawę. W weekend chodziła do domu swojego chłopaka. Uwielbiała czochrać jego ciemne włosy. W szkole miała nadal tak samo dobre oceny. Coraz więcej ludzi zaczęło ją lubić. Wszystko było by dobrze, gdyby tak było już na zawsze... Ale nic nie trwa wiecznie.
Dziewczyna szła z szerokim uśmiechem na twarzy. Po drodze spotkała Juvię, swoją koleżankę z klasy, z którą często chodziła do kawiarni. Razem szły wolnym krokiem, kiedy nagle niebiesko-włosa powiedziała nieśmiałym głosem:
-Hm... Lucy, bo mam takie pytanie... B-bo potrzebuję troszkę pieniędzy. Mam problemy w domu, tata stracił pracę, nie ma pieniędzy na jedzenie... Głupio mi o to prosić, serio.
Heartfilię wstrząsnęło. "Juvia nie ma pieniędzy na jedzenie? Ja mam ich nadmiar, a ona biedna się głodzi? Jej ojciec stracił pracę, nie mają z czego żyć... Muszę zareagować."
-Juvia, kochanie~! Czemu od razu nie mówiłaś? Biedactwo...!
-L-lucy...
-Juvia, z takimi sprawami to od razu do mnie! Już ci daję pieniądze, najlepiej daj je od razu mamie, żeby miała za co kupić jedzenie! O Boże, to straszne... -Lucy na prawdę przejęła się sytuacją przyjaciółki.
-Uspokój się. Nic strasznego się nie stało... -szepnęła niebiesko-włosa.
-Jak to nic? -krzyknęła dziewczyna. -Już, proszę, trzymaj...
Blondynka wręczyła koleżance 1000 złotych monet. Nie zostało jej nic w portfelu, ale nie przejmowała się tym. Wiedziała, że jak wróci do domu, to dostanie kolejne pieniądze.
-Boże, dziękuję... Lucy, kocham cię! -szepnęła Loxar, przytulając dziewczynę.
-Nie ma za co. -odparła spokojnie brązowooka.
Po tym wydarzeniu, uczennice razem poszły do szkoły. Po długim szkolnym dniu, blondynka chciała zaprosić swe liczne koleżanki na kawkę, ale zapomniała, że wszystkie pieniądze oddała Juvii. Musiała przeprosić koleżanki i odmówić dzisiejszego wypadu.
-Ale jak to? -oburzyła się jedna.
-Zawsze po szkole nas zabierasz! -dodała druga.
-Po prostu nie chcesz już nam stawiać... -syknęła trzecia.
Blondynka nie wiedziała o co chodzi jej przyjaciółkom. Nie chciały z nią iść... bo za nie nie zapłaci?
-A-ale dziewczyny, o co wam chodzi...? -zapytała, jak zawsze opanowana, podczas gdy w środku krzyczała.
-No po prostu nie chcesz nigdzie z nami iść i nam stawiać! Wiemy, że masz dużo kasy a i tak jesteś egoistką! Nienawidzę cię~! -krzyknęła dziewczyna o krótkich, białych włosach.
Lucy chciała do niej podejść i ją przytulić, ale ta ją odepchnęła i odbiegła od niej.
-Spadaj! -krzyknęła, po czym otarła łzę z policzka.
Reszta dziewczyn do niej doszła i wszystkie zaczęły ją przytulać. Większość mierzyła Heartfilię wzrokiem.
-A-ale o co...? -zaczęła.
-No o nic, nie rozumiesz egoistko! -zaczęły się rzucać uczennice.
Blondynka już nic nie rozumiała. Była pewna, że koleżanki chodziły z nią do kawiarni dla przyjemności i żeby pogadać... A nie dlatego, żeby zjeść i wypić na jej koszt. To był dla niej prawdziwy szok. Myślała, że może na nie liczyć, a one odwracają się od niej za taki idiotyzm. Wszystkie pięć. Przecież by im postawiła następnym razem...

***

Od tamtego zajścia, kontakty Lucy i jej przyjaciółek się pogorszyły. Na przerwach głównie rozmawiała z Wendy, a czasami z Erzą, ze starszej klasy. Juvia nie przychodziła do szkoły, a Lisanna i inne dziewczyny nie chciały z nią rozmawiać. Było jej tak przykro, że z dnia na dzień koleżanki się od niej odwróciły. Ale pomyślała sobie, że da radę, że ma jeszcze prawdziwych przyjaciół i ma idealnego chłopaka....
Wzięła swoją torbę z podłogi, gdy tylko zadzwonił dzwonek. Założyła ją na ramię, po czym wyszła z klasy. Wszyscy się na nią patrzyli. Wszystko się tak szybko zmieniło - była popularna, mogła porozmawiać z każdym z klasy, a teraz to może jedną osobę jest w stanie się spytać co było na zadanie... Szła szybko, nie odwracając się za siebie. Wyszła ze szkoły i przed drzwiami zobaczyła szkarłatno-włosą uczennicę.
-Erza! -krzyknęła radośnie.
Jedynie jej widok poprawiał głównej bohaterce humor. Poznała ją dwa tygodnie temu, jak jeszcze była popularna. Wtedy nie za bardzo się polubiły, ponieważ za Heartfilią zawsze chodziły jej koleżanki od kawy. Ale teraz jest już dużo lepiej.
-O, też teraz kończysz? -zapytała, odwracając się w stronę blondynki.
-Tak. Po drodze jeszcze wstąpię na kawę i ciastko. Pójdziesz ze mną?
-Nie, dzięki. Trochę się spieszę.
-Ah, okay~
Kroczyły równo koło siebie. Tematy do rozmów im się trochę skończyły. Nie znały się za dobrze. W pewnym momencie Scarlet skręciła w odrębną uliczkę. Jej koleżanka do niej machała, ale ta chyba tego nie zauważyła.
Lucy zrobiło się smutno. Poczuła się samotna. Sama na tym świecie...

***

W domu spokojnie odrabiała lekcje. Potem słuchała muzyki, myśląc o różnych sprawach, nie dokońca związanych ze szkołą. Nie chciała o tym myśleć. O fakcie, że przez jedno, głupie zdanie, straciła wszystko, na co tak ciężko pracowała. Najgorsze w tym wszystkim było to, że sytuacja się powtórzyła. Jej koleżanki poprosiły ją, żeby wzięła je na kawę, bo jej wybaczyły, ale Lucy nie miała pieniędzy. Dziewczyny zaczęły na nią krzyczeć, po czym powiedziały, że już nigdy się do niej nie odezwą. Uczennicy było tak strasznie smutno. Stracić wszystko w jednym, krótkim momencie...
-Lucy~! Obiad!
Heartfilia szybko pobiegła do kuchni. Tylko to ją ratowało. Fakt, że ma przy sobie kochającą rodzinę i idealnego chłopaka. Tylko dzięki temu, się jeszcze nie załamała. Ale i tak była już na granicy.

***

Blondynka spotkała się ze swoim chłopakiem, który ją pociesza i dodaje sił. Dziewczyna jest wniebowzięta. Czuje się przy nim taka bezpieczna... Została a niego na noc, a na zajutrz poszła do szkoły. Spotkała się z Erzą przed bramą szkoły. Razem weszły do budynku szkolengo. Niestety, nie były w tych samych klasach, więc szkarłatnowłosa skręciła w lewo, na parterze, zaś Heartfilia poszła schodami na najwyższe piętro. Wkroczyła do sali, w której nagle ucichło. Wszyscy się na nią patrzyli. Na początku poczuła się nieswojo, lecz w końcu przestała zwracać na to uwagę. Miała już dosyć, że przez swoją dobroć, nikt jej nie lubił. Siadła na swoim miejscu, po czym odpłynęła w krainę swoich marzeń. Po lekcjach, spiesząc się, wyszła z sali. Szybciutko wyszła ze szkoły. Chciała być jak najszybciej w domu. Kiedy szła po ciemnym od brudu asfalcie, nagle usłyszała swoje imię. Nie wiedziała kto ją woła. Odwróciła się, lecz nikogo nie ujrzała. Popatrzyła przed siebie i ujrzała małą osóbkę machającą jej z daleka. Nie rozpoznała kto to, ale poszła w jej stronę.
-Lucy? To ty? Nie mogę uwierzyć że cię spotkałam! -krzyknęła drobna dziewczynka.
Dopiero wtedy blondynka ją rozpoznała. To była Levy, jej przyjaciółka z przedszkola.
-Levy?! To serio ty? -krzyknęła szczęśliwa.
-Tak! Nie mogę uwierzyć, że cię spotkałam! Tak długo się nie widziałyśmy... Co tam u ciebie?
-Ja też! Jestem przeszczęśliwa! Tak bardzo mi cię brakowało! U mnie... -tu Lucy się zatrzymała. Już miała powiedzieć, że wszystko perfekcyjnie, po czym sobie przypomniała, że wcale tak nie jest. -...jakoś leci. Znaczy jest coś, o czym chciałabym ci powiedzieć.
-Czyli dłuższy temat do rozmów? -Levy nieśmiało się uśmiechnęła.
-T-tak...
-Mój dom jest niedaleko stąd. Zamiast stać na środku ulicy, może do mnie wpadniesz?
-Dziękuję za zaproszenie! Chcętnie wpadnę.
-Nadal lubisz gorącą czekoladę?
-Oczywiście, że tak! Kocham ją. A najbardziej tę, którą robi twoja mama!
Dziewczyny powoli poszły w stronę domu niebieskowłosej. Rozmawiały o różnych błachych tematach, dzięki czemu blondynka zupełnie zapomniała o strasznej rzeczywistości.

***

W szkole coraz więcej ludzi jej nie lubi. Nawet ci, z którymi nigdy nie rozmawiała. Plotki na jej temat stawały się coraz bardziej zmyślone i ciężkie. Nie mogła już tego wytrzymać. Zauważyła, że nawet Wendy boi się już z nią rozmawiać. Nie wiedziała, czemu ludziom taką wielką radość sprawia znęcanie się nad innymi. Na szczęście, przestało już ją obchodzić co sądzą o niej inni. Szkoła stała się dla niej okropnym miejscem, ale jak tylko lekcje się kończyły, czuła wolność. I miała kochającego chłopaka. Pomyślała, że nic gorszego się już nie może przytrafić. Chciała cieszyć się życiem, takim jakie jest...
Nie wiedziała, że to dopiero początek jej trudnych zmagań.

Wyjątkowo długo pisałam tego one-shota (który będzie podzielony na dwie części).
Napiszcie, co o nim sądzicie i czy coś powinnam poprawić - bardzo mi to pomoże rozwinąć dalszą akcję.
Teraz pójdę dopisać coś do moich innych one-shotów.

~Er-chan

sobota, 21 grudnia 2013

Fanfiction nr 3 cz 6

Chłopak chciał porozmawiać ze swoją wybranką. Gdy lekcja się skończyła, wyszedł z klasy i zaczął jej szukać po szkole. Chciał ją zobaczyć, jej piękne oczy, lśniące włosy, usłyszeć jej piękny i wyjątkowy głos, dotknąć jej miękkiej skóry... Jednym słowem był w niej zakochany i to bardziej niż mu się wydawało.
Podszedł pod 8, salę gdzie teraz Heartfilia miała mieć lekcje. Zobaczył ją z jej koleżanką. Był na skraju wytrzymałości, więc czy z kimś czy sama, stwierdził, że musi z nią porozmawiać. Podszedł do uczennic. Złapał się za rękę, po czym szepnął:
-Lucy... moglibyśmy porozmawiać?
Blondynka jak i jej koleżanka popatrzyły się ze zdziwieniem na Dragoneel'a. Ten nie wiedział o co chodzi.
-Lucy, znasz go? -zapytała dziewczyna.
-Nie, no co ty! Nie koleguje się z "takimi" ludźmi! Za kogo ty mnie masz! -wręcz krzyknęła.
Natsu się zdziwił. Nie wiedział o co chodzi. Przecież się znali! To on ją uratował, to on z nią był, to on się o nią martwił, to on z nią przebywał, to ON! Więc jak ona może mówić, że się nie znają...?
Chłopak odbiegł od nich. Nie chciał już nikogo widzieć. Zależało mu na niej, jak na nikim innym. Kochał ją i był w stanie dla niej zrobić wszystko. Ale ona najwidoczniej nie chciała go znać. Zmarnował swój, jak i jej czas. Marna nadzieja na coś więcej. Przecież ona go nienawidziła. Właśnie to sobie uświadomił. Wybiegł ze szkoły. Biegł przed siebie, prosto do swojego mieszkania. Niby tylko głupie słowa, wypowiedziane bez głębszego zastanowienia, a jednak zraniły chłopaka mocniej niż pięść. Bolało go tak strasznie, że nie chciał żyć. Chciał zakończyć swój marny żywot i już nigdy nie doznać tych strasznych uczuć.
Wszedł do mieszkania. Nerwowo rzucił torbę na ziemię, po czym udał się do apteczki. Niestety była pusta. Wtedy wpadł na świetny pomysł, który może okazać się najgorszą decyzją jego życia...

Chłopak szybko wyjął plastikową torebkę. Popatrzył na jej zawartość. Nie chciał tego robić. Bardzo nie chciał, ale stwierdził, że nie ma wyboru, a do stracenia nic nie ma... Kilka chwil później, leżał na podłodze. Zemdlał. Leżał tak kilka godzin. Nikt nie wiedział o tym, co zrobił, a popełnił wielki błąd...
Obudził się około 5 nad ranem. Jasno-pomarańczowe promienie  wstającego słońca słońca go rozbudziły. Poczuł piękny zapach drzewka kwitnącej wiśni tuż za oknem. Stwierdził, że to bardzo pozytywny poranek. Wstał z podłogi. Energicznie się zebrał, już o szóstej był gotowy. Jako że czuł lekki ból w karku, położył się na miękkiej kanapie. Myślał o wszystkim. Nawet kiedy myślał o śmierci, uśmiechał się. Był pełny świeżej, pozytywnej energii, której tak bardzo mu brakowało. No i w końcu wpadł na pomysł, aby wyznać swoje uczucia Heartfilii. Mimo, iż narkotyki były mocne, to zaczął się wahać. Pamiętał wcześniejsze wydarzenia i jednak miał do niej żal. Uratował ją, a ona wstydziła się go. Wtedy stwierdził, że koniec z miłością...
Ale dopiero od jutra.

Witam~
Nareszcie się zmobilizowałam i napisałam tą notkę. Wiedzcie, że na święta (albo raczej na dłuższy czas wolny) szykuję wam coś specjalnego. Mam nadzieję, że się wam spodoba, bo włożyłam w to dużo pracy i wysiłku. Postaram się wrzucić ok. 24-25 (mam nadzieję, że się wyrobię)
Jeśli notka się spodobała, to komentarz pod spodem mnie bardzo uszczęśliwi i zmotywuje do dalszego pisania~
~Er-chan

niedziela, 15 grudnia 2013

Fanfiction nr 3 cz 5

Rano chłopak obudził się na swoim twardym łóżku. Szybko się podniósł. Zgarnął ubrania leżące na ziemi, po czym poszedł do toalety. Nadal nie mógł uwierzyć, że wczorajszy wieczór spędził z Lucy. Był taki szczęśliwy. Zwinnie się ubrał, po czym zjadł śniadanie i wyszedł ze szkoły. Z uśmiechem na twarzy powoli kroczył w stronę szkoły. Wszystko było by takie piękne, gdyby nie to, co przydarzy się Natsu za rogiem...

Różowo-włosy obudził się w ciemnym miejscu. Nie wiedział, co się dzieje. Pamiętał, że szedł do szkoły i nagle mu się taśma urywa. Kiedy zaczął próbować rozwiązać ręcę, ktoś otworzył żelazne drzwi i przyszedł do chłopca. Kucnął koło niego i popatrzył prosto w oczy.
-Nie chcemy zrobić ci krzywdy. -szepnął niskim głosem
"Nie chcecie mi zrobić krzywdy, ale porywacie, związujecie i trzymacie w jakimś ciemnym pomieszczeniu!" -pomyślał chłopak, ale nie był na tyle odważny, by to powiedzieć.
-C-co chcecie?
-Nic złego. Po prostu chcielibyśmy ci coś sprzedać -szepnął mężczyzna, pokazując swoje żółte, brudne zęby.
Dragneel przyglądał się mu. Nie wiedział, co ma postąpić. Nagle chłop wyjął z kieszeni plastikową torebkę z dziwnym proszkiem w środku.
-Widzisz to? To właśnie chcielibyśmy ci sprzedać.
-Ale co to?
Chłopak już nic nie rozumiał. Chcieli mu sprzedać narkotyki? Dlatego go tu przyciągnęli?
-Ty już chyba dobrze wiesz. -chłop znowu się uśmiechnął. -Sprzedam ci taniej. Jeśli grzecznie kupisz, to wypuścimy cię. Zgoda?
Natsu nie chciał się wpychać w kłopoty. Pomyślał, że kupi a potem to po prostu wywali i po kłopocie.
-Biorę. -szepnął
Mężczyzna podarował mu paczkę. Wziął od niego pieniądze, po czym wyprowadził z dziwnego budynku. Dał mu również wskazówki, jak stąd dojść do szkoły. Nastolatek niepewnym krokiem ruszył do szkoły. Paczuszka bezpiecznie leżała w jego plecaku, razem z książkami szkolnymi. Kiedy doszedł do szkoły, wybił dzwonek na przerwę. Ruszył do klasy, gdzie miał mieć matematykę, gdyż pierwsza lekcja już minęła. Usiadł na swoim miejscu, patrząc za okno. Zaczął myśleć o swoich sprawach, gdy zaczęła się lekcja. Nauczyciel sprawdzał zadania. Natsu już dawno zapomniał o wydarzeniu sprzed kilkunastu minut, ale wtedy jeszcze nie wiedział, że ta z pozoru dobra decyzja, tak bardzo zmieni jego życie..

Akcja robi się coraz bardziej skomplikowana. Mam nadzieję, że sama się w tym nie pogubię XD
Wiem, że krótkie, ale chyba ważne że jest.
A tak wgl, to założyłam sobie ask'a. Możecie mnie tam zawalać pytaniami typu "Kiedy notka?"
Teraz spróbuję dopisać coś do one-shot'a Gruvia który okazał się wcale nie być one-shotem ;-;

~Er-chan

piątek, 6 grudnia 2013

Fanfiction nr 3 cz 4


Natsu miał zamknięte oczy. Marzył. Nie chciał już nigdy przestać. Podobało mu się to, co się działo w jego głowie. Było to tysiąc razy lepsze, od tego co działo się naprawdę. Oparł się o drzewo. Słyszał czyjeś kroki za sobą, ale nie przywiązywał do tego jakiejś wielkiej wagi. Nie obchodziło go to. Chciał uciec od rzeczywistości. Tym czasem, kroki były coraz głośniejsze i jakby coraz bliższe. Ale za delikatne jak na chłopaka. Różowowłosy uchylił jedno oko, po czym odwrócił się za siebie. Zobaczył tę jakże dobrze mu znaną sylwetkę. Była ubrana w krótką, niebieską spódniczkę i obcisłą białą bluzkę. Na nadgarstku wisiało mnóstwo branzoletek. Chłopak nie chciał jej widzieć. Udał, że jej nie zauważył i odwrócił się przed siebie. Jednakrze dziewczyna go ujrzała. Stanęła za nim, nie wiedząc, co zrobić. Była zmieszana.
-Em... -szepnęła.
Pomyślała, że chłopak jej nie usłyszał i chciała zawrócić, po czym pójść inną drogą, ale nagle poczuła silną dłoń na jej lewym nadgarstku. Przestraszyła się.
-Nie mów, że mnie nie pamiętasz. -wysyczał Dragneel, a jego oczy zionęły ogniem.
Dziewczyna stała zamurowana. Wpatrywała się w rozłoszczoną twarz chłopaka. Nie wiedziała, co robić. Chciała mu się wyrwać i uciec daleko stąd, ale mimo że uczeń był na siedząco, trzymał ją bardzo mocno.
-P-pamiętam... -wyszeptała
Chłopak się zdziwił. Myślał, że kompletnie o nim zapomniała.
-Lucy...?
Dziewczyna popatrzyła prosto w jego oczy. Już nie był taki zły.
-Skąd znasz moje imię? -zapytała bardzo zdziwiona.
-Znam cię lepiej niż myślisz -powiedział tajemniczo.
Po jego wypowiedzi, nastała cisza. Dziewczyna została puszczona. Usiadała koło niego, na pniu drzewa. Razem patrzyli na piękne niebo. Robiło się już późno. Sami nie wiedzieli, ile tam razem siedzieli. Niby nie robili nic specjalnego, a byli szczęśliwi. Nie rozmawiali ze sobą. Żadne z nich nie chciało odejść. Wyglądali jak para, ale niestety nią nie byli...

[...]

Macie pościk na mikołajki ♥
Dawno już nie było kolejnej części, ale nie bójcie się - nie zapomniałam o moich fanfic'u ♥
Co do "Fairy Tail Rock Band" to nie wiem. Miałam świetny pomysł, co ma się dalej dziać, ale jakoś nie wiem, jak to wszystko opisać. Przykro mi. 
A dla tych, co nie wiedzą - na górze strony, tuż pod tytułem bloga, jest spis moich innych blogów (wiem, mam ich kilka). Zapraszam was na nie i mam nadzieję, że zostaniecie na dłużej~! 
~Er-chan ♥

piątek, 22 listopada 2013

Gruvia fanfiction (one-shot nr 7) cz. 2

Niebieskowłosa uczennica, z wielkim uśmiechem na twarzy przemieszczała się po dużcyh, betonowych schodach. Była bardzo szczęśliwa!
Na wcześniejszesz lekcji zaprzyjaźniła się z Lucy. Znaczy, ona tak uważała. Zamieniły tylko kilka zdań, ale Juvia i tak bardzo się cieszyła. Wszystko zaczęło się od spinki którą włóżyła we włosy na przerwie, w toalecie...

-Fajna spinka~ -powiedziała blondynka uśmiechając się.
Loxar zaczerwieniła się i spuściła głowe. Nie wiedziała co odpowiedzieć.
-Dziękuję... -cichutko bąknęła.
-Aaa jak masz na imię?
-J-juvia... -krążyła oczami po suficie - A ty?
-Lucy. Miło mi cię poznać -Blond-włosa wyciągnęła rękę przed siebie.
Niebieskowłosa nieśmiało i ostrożnie ja uścisnęła. Lucy miło zmrużyła oczy, a Juvia odpowiedziała jej na to uśmiechem. Była wniebowzięta. Wreszcie z kimś oprozmawiała!
-J-ja idę do t-toalety... -szepnęła uczennica, wstając.
-Okay~ -odpowiedziała blondynka, odwracając się do przodu.

I Loxar wybiegła z klasy.
Szybko zbiegała po schodach. Gdy wreszcie była na parterze, wybiegła przez drzwi wejściowe. Stanęła na polu, patrząc w niebo. Uśmiechała się jak głupia, zapominając o całym świecie. Czemu sprawiło jej to tyle radości? Nagle uczennica poczuła dziwny zapach. Odwróciła głowę w lewo i zauważyła wysokiego chłopaka, z papierosem w dłoni. Był nonszalancko ubrany w białą koszulę z niepozapinanymi guzikami i czarne rurki. Miał minę jakby chciał wszystkich pozabijać. Gdy spojrzał na Juvię, ta przestraszyła się, ale równierz poczuła jakąś dziwną moc i uczucie...
-Na terenie szkoły nie wolno palić... -powiedziała dziwnie głośno jak na nią.
Chłopak popatrzył się na nią z wielkim zdziwieniem i oburzeniem. Wyjął papierosa z ust, o czym zgasił go o parapet, następnie żucając go na ziemię. Przydeptał go mocno, po czym podszedł do dziewczyny.
-Dobrze o tym wiem. -powiedział basem.
Dziewczyna jeszcze bardziej się go przestraszyła.
-I co? Zrobisz mi coś? -warknął, podchodząc do niej bliżej.
-N-nie... T-tylko mówiła...
-To następnym razem pomyśl, zanim coś powiesz! -warknął chłopak, po czym wrócił do budynku szkoły.
Niebiesko-włosa stała tam jeszcze jakieś kilka minut, nie rozumiejąc, co się właśnie stało...

***

-Tak, jak wracałam z toalety wpadłam na tego chłopaka... -opowiedziała Lucy mniej więcej całą historię z niemiłych chłopakiem.
Mimo iż ją tak potraktował, chciała wiedzieć o nim więcej...
-Hm, a jak wyglądał ten chłopak?
-No... Czarne włosy, chyba ciemno niebieskie oczy, z tego co widziałam. Nonszalancko zażucona koszula i... jego głos był taki niski.
-A, to chyba wiem. Wydaje mi się, że to był Fullbuster, ale nie jestem pewna. Chodzi do równoległej klasy, ale nie jest tam jakoś bardzo lubiany... -powiedziała Heartfilia, z lekkim grymasem na twarzy. -Z tego co wiem, do wszystkich się tak odzywa.
Juvia jakby spoważniała...
- ...nie jest tam jakoś bardzo lubiany, hmm? -szepnęła do siebie, a w myślach dodała "Tak jak ja..."
-Mówiłaś coś? -zapytała blondynka z miłym uśmiechem na twarzy.
-Nie, nic... Tylko głośno myslałam. -odpowiedziała jej dziewczyna.
Bardzo się cieszyła, że miała z kim wymienić poglądy, komu się zwierzyć... W końcu ona też była sama. I się tak dobrze zgrały, a wszystko się zaczęło od głupiej spinki, którą wczepiła we włosy... Co by się stało, gdyby jej nie założyła...?
Loxar położyła rękę na włosach, czując w nich spinkę. Była taka szczęśliwa... Wtedy jeszcze nie wiedziała, co jej los zszykował...

Jak obiecałam, notka szybciej~! Cieszę się, że jest na moim blogu ponad 3600 wyświetleń. Dziękuję~! Chcielibyście może coś z tej okazji? Bardzo chętnie coś przygotuję ;) A i jeszcze jedna rzecz: trochę mnie martwi, że przestaliście komentować :(

~Er-chan

sobota, 16 listopada 2013

Gruvia fanfiction (one-shot nr 7) cz. 1

Niebieskowłosa uczennica pewnej bardzo dobrej szkoły szybkim truchtem biegła przez jeszcze ciemną ulicę. Ciemnofioletowa torba uderzała o jej udo.
-Nie mogę się spóźnić! -szepnęła do siebie.
Skręciła w ulicę, na której wszystkie sklpey były jeszcze pozamykane. Jej stopy w czerwonych, markowych trampkch zgrabnie odbijały się od czarnego od brudu asfaltu. W końcu dobiegła pod swój punkt docelowy - duży, bladożółty budynek. Szybciutko przeszła przez drzwi. Podbiegła pod drewnianą tablicę. Nerwowo przejechała po nim palcem, następnie ruszyła w storę kremowych drzwi, które były otwarte. Spojrzała przez nie i ujrzała dużą salę gimnastyczną. W środku stało bardzo dużo ludzi. Każdy szukał miejsca, żeby usiąść. Niebieskowłosa odetchnęła, po czym usiadła w ostatnim rzędzie, tuż przy wyjściu. Uśmiech pojawił się na jej twarzy. Nie spóźniła się.

***

Po ceremonii, Juvia poszła pod salę 24, gdzie miały odbyć się pierwsze lekcje dla jej klasy. Czuła się trochę podekscytowana. Sala 24 była jedną z większych klas. Co jej się w niej podobało, to to, że przez 3 duże, przezroczyste okna był przyjemny i kojący widok. Jasnobłękitne niebo wręcz uspokajało. Chciała już podejść bliżej, ale w tym momencie wszedł nauczyciel. Zamknął za sobą drzwi i kazał się uciszyć. Powiedział, żeby usiaść byle gdzie, bo potem i tak pozmienia nam miejsca. Juvia siadła w ostatniej ławce, pod oknem oczywiście. Przed nią siedziała dziewczyna, o wyjątkowo pięknych, blond włosach. Chciała z nią porozmawiać, wydawała się miła, ale niebieskowłosa była zbyt nieśmiała. Zawsze patrzyła na ludzi z daleka. Naprawdę bała się porozmawiać. No bo o czym?
-...Tak więc jestem waszym wychowawcą. Miło mi was poznać. -rzekł zniechęcony nauczyciel.
Wyglądał na młodego, ale jakże zmęczonego!
Po lekcji zapoznawczej, Lockser poszła prosto do domu. Widziała, jak reszta klasy próbuje się zapoznać, ale ona stchóżyła. Czuła, że nie pasuje do nich. A to dopiero pierwszy dzień!
Zgrabnymi palcami wyjęła niebieski kluczyk i otworzyła zamek w drzwiach wejściowych. Mieszkała sama w małym mieszkaniu na trzecim piętrze. W salonie jak zwykle panował bałagan. Niebieskowłosa rzuciła się na kanapę, po czym wyjęła z torby, która leżała koło stolika IPod'a. Puściła swoją ulubioną, ale jakże dołującą piosenkę i zaczęła rozmyślać.

***

Minęły trzy dni, odkąd Juvia zaczęłą chodzić do nowej szkoły. Bardzo jej się podobał program nauczania, nauczyciele byli wpożądku, sale były przyjemnymi miejscami, na dachu fajnie jadło się bentou, sala gimnastyczna była duża i dobrze wyposażona... Ale nie miała komu tego powiedzieć. Czuła się samotna. Bardzo samotna. W klasie, ludzie się już mniej więcej wszyscy znali. Tylko ona była sama. Ale postanowiła to zmienić. Od dzisiaj.
Tak więc Juvia szła jak zwykle ciemną uliczką do swojej nowej szkoły. Przeszła, jak ostatnio przez duże drzwi, potem ruszyła do 24. Pierwsza - matematyka. Usiadła tam gdzie zawsze, położyła torbe na ławce. wyjęła z niej zeszyt i książkę. Chwilę po tym, nauczyciel wkroczył do klasy. Lekcja się zaczęła. Trwała wyjątkowo długo. Ale w końcu upragniony dzwonek zadzwonił, i niebieskowłosa szybko wstała. Wyszła sama z klasy i poszła do toalety. Przejrzała się w lustrze. Poprawiła trochę fryzurę i wczepiła w nie czerwoną spinkę. Lekko uśmiechnęła się do siebie.
-Okay... -szepnęła, po czym wyszła z toalety.
Szła przez korytarz, i czuła spojrzenia innych na sobie. Ich spojrzenia ją osaczały. Dziwnie się czuła. Nie wiedziała, co jest nie tak. Ale nadal szła przed siebie, do swojej klasy. Weszła do środka, niezauważona, jak zwykle. Poszła do swojej ławki. Usiadła, i już miała zacząć się przyglądać szaroniebieskiemy niebu, kiedy zobaczyła, że blondynka, która siedziała przed nią, także była sama. Coś jej mówiło, aby do niej podejść, aby coś powiedzieć, zagadać... Ale za bardzo się bała. Już miała oddać się swojemu nudnemu zajęciu (czyli oglądaniu nieba), kiedy nagle usłyszała swoje imię...


Przepraszam, że tak długo musięliście czekać na notkę. Byłam chora, a w dodatku tyle muszę teraz zakówać, że serio nie mam kiedy tego napisać. Żeby była fabuła, z sensem i jeszcze bez błędów... Naprawdę, opowiadania nie pojawiają się z nikąd, ale postaram się je wrzucać częściej ♥

~Er-chan

poniedziałek, 14 października 2013

Fanfiction nr 3 cz 3

No i można powiedzieć, że wszystko wróciło do normy.
Minęły trzy dni od całego zdażenia. Blondynka jak i różowowłosy wrócili do szkoły. Nie rozmawiali od tamtego czasu. Udawali, że nic się nie stało. Natsu czuł się zraniony. Liczył, że jak ją uratował i przenocował u siebie, to choć troszkę go polubi. Ale ona udawała, że nic nigdy nie miało miejsca. I jak on teraz ma żyć? Czuje wielką pustkę w sercu. Chce do niej podejść, powiedzieć co myśli, zapytać czy u niej wszystko w porządku, czy już jej nikt nie prześladuje... Ale za bardzo się boi. Dlatego wymyślił, że po lekcjach podejdzie do niej i porozmawia.
-Chcę wiedzieć na czym stoję... -wyszeptał Dragneel.
Ruszył zdrętwiałą ręką, po czym wstał z parapetu. Poszedł w stronę schodów i ruszył na drugie piętro. Stanął pod salą fizyczną, gdzie właśnie miał mieć lekcje. Podszedł do niego kumpel z klasy.
-Co tam, Dragneel? -zapytał
-Nic nowego... -odpowiedział sucho czarnooki.
-Widzę, że coś jest nie tak. Nie ściemniaj. -nalegał chłopak
-Eh, ty nigdy nie dasz za wygraną... -wyszeptał Natsu, po czym poszedł usiąć na ławce pod oknem. Czarnowłosy ruszył za nim, gotowy na usłyszenie problemów chłopaka...

Zadzwonił donośny dzwonek, który oznajmiał koniec lekcji. Tłum młodych ludzi wyszedł na korytarz. Wszyscy spragnieni i głodni. Wśród nich znajdował się ten zdołowany życiem chłopak. Odechciało mu się wszystkiego. Nie chciał jej widzieć, nie chciał jej znać. Pomyślał, że teraz najlepiej zrobi mu spacer w parku nie daleko szkoły. Powoli szedł wąską dróżką przez jego ukochany park. Nagle ujrzał duże drzewo o pięknych, różowych liściach.
"Często miewałem fantazje, że przychodzę tu z nią i razem siadamy pod cieniem gałęzi, oglądając zachód słońca..."
Różowowłosy usiadł na większym korzeniu drzewa. Patrzył przed siebie, zamyślony "Co by było gdyby", i nagle zrobiło mu się tak smutno. Myślał o niej a także o tym, że nie ma sensu żyć, bo ona go nie chce. Ile to już będzie lat, od kiedy on się w niej zakochał?
Nagle chłopak usłyszał czyjeś kroki tuż za nim...

[...]

To już 3 część fanficion'a 3 <3
Jak wam się podoba?
Mam nadzieję, że za bardzo nie zagmatwałam (mimo że bardzo lubię to robić <3)
Mam już taki tyci pomysł, co będzie dalej, a wy? :3

~Er-chan 

sobota, 5 października 2013

Fanfiction nr 3 cz 2

Blondynka stała przerażona. Przed nią leżał jej prześladowca, a za nim stła ten znany jej chłopak. Blond kosmyki zawiały na zimnym wietrze. Dziewczyna, nadal przestraszona, stała w miejscu. Światło z latarni zaczęło mrygać. Chłopak przeczesał jasne włosy palcami, po czym podszedł do koleżanki z klasy. Wyciągnął do niej dłoń, ale ona się nie ruszyła. Stali w miejscu, a latarnia zgasła już całkiem. Na całej ulicy było ciemno. Czarnooki w końcu złapał dziewczynę i przyciągnął do siebie. Delikatnie przytulił ją do siebie. Emocje blondwłosej gotowały się w niej, aż w końc wypłynęły z niej. Łzy poleciały z jej oczu, plamiąc czarną koszulkę chłopaka. Cieszyła się, że w końcu jest bezpieczna. Trzymał ją w swoich ramionach tak długo, aż w końcu przestała płakać.

Ta sama blondynka siedziała teraz na zielonym, mechłatym dywanie. Przykryta była puchatym  kocem. Trzymała w rękach błętkitny kubek z kakałkiem. Czuła się już bezpiecznie. Po całym zdażeniu, blondynka poszła do domu różowowłosego.
-Już się lepiej czujesz? -zapytał, wchodząc do pokoju. Miał na sobie szare dresy oraz ciemnoniebieski t-shirt.
-T-tak, dużo lepiej, dziękuję. -odpowiedziała, pogodnie się uśmiechając.
W duchu nadal się bała, ale dopuki Natsu był przy niej, nic jej nie groziło. Przytrzymała kubek z ciepłym płynem. Nie wiedziała o czym ma z nim rozmawiać. Słuchają innej muzyki. Kochają inne filmy. Mają zupełnie inne gusty.
-T-to, może... chicałabyś się u mnie przespać? -zapytał.
-Ja? -odpowiedziała blondynka
-No tak. -uśmiechnął się szeroko -Tylko ty tu jesteś.
Brązowooka zarumieniła się.
-Mam od ciebie jakieś 15 minut na nogach.
-Ale chyba nie chcesz iśc na piechotę?!
-Czemu nie? I tak już żaden autobus nie jeździ...
-Chcesz jeszcze raz zostać zaatakowana?! Wiesz kto o takiej porze chodzi na dworze?! -krzyknął zdenerwowany chłopak. Zrobił się czerwony na twarzy po czym podszedł bliżej dziewczyny. -Nie chce, żeby ktoś znowu cię atakował, żeby cię dotykał, żeby próbował... -chłopak wziął dziewczynę za dekolt niebieskiej bluzki. Nagle zdał sobie sprawę ze swoich słów i emocji. Opanował się i puścił Heartfilię. Dziewczyna nadal była bardzo zdziwiona zachowaniem przyjaciela.
-Przepraszam... -wyszeptał zpeszony.
-N-nic się nie s-stało...
Nastała cisza. Oboje mięli wrażenie, że ta cisza trwała wieczność i że się nigdy nie skończy. Dziewczyna powoli odłożyła kubek na stoik, po czym wstała. Nakryła się trochę bardziej kocykiem, po czym podeszła do Natsu.
-Ja się będę zbierać. -wyszeptała
Chłopak otworzył szerzej oczy. Nie mógł pozwolić jej odejść. Nie chciał żeby coś jej się stało...
-Na pewno? -zapytał z udawanym spokojem w głosie.
Lucy pogodnie się uśmiechnęła pokazując swoje białe ząbki. Odłożyła koc na krzesło, po czym otworzyła drzwi. Już miała wyjśc, kiedy nagle coś ją zatrzymało. Coś ją pociągnęło do tyłu i wylądowała w dobrze zbudowanych ramionach. Miała szeroko otwarte oczy. Nie wiedziała już kompletnie co się dzieje...
-Nie odchodź. Boję się o ciebie.

[...]

Przepraszam, że żadziej dodaję posty...
Ale serio, robię wszystko co mogę.
Jeśli macie zamówienia na ona-shot'a to piszcie.

Er-chan